Komentarze ekspertów

Odmrożenie branży gastronomicznej to nie koniec problemów, ale zminimalizuje straty

19-05-2020

Po ponad dwóch miesiącach Polacy ponownie mogą odwiedzić restauracje i inne punkty gastronomiczne. Funkcjonowanie lokali jest jednak ograniczone – we wzmożonym reżimie sanitarnym przyjmą zdecydowanie mniej klientów. Zdaniem przedstawicieli branży, nie poprawi to znacząco ich sytuacji. W ocenie ekspertów DNB Bank Polska pozwoli to jednak na zmniejszenie strat, ale niektóre lokale gastronomiczne nadal będą bankrutować, jeśli nie otrzymają konkretnej pomocy. Oprócz programów rządowych, ogromnym wsparciem są projekty crowdfundingowe czy sprzedaż voucherów do wykorzystania przez klientów w przyszłości.

Według danych GUS w 2018 r. w kraju istniało 69,8 tys. placówek gastronomicznych, z czego 27,6 proc. stanowiły bary, a 28,2 proc. restauracje. Wartość całej branży to ok. 33 mld złotych. Gastronomia to jedna z pierwszych gospodarczych ofiar koronawirusa. Z danych zebranych przez serwis Briefly wynika, że w czasie dwumiesięcznego lockdownu 67 proc. firm i lokali z branży gastronomicznej oraz eventowej całkowicie przestało funkcjonować. W ograniczonym stopniu działało 32 proc. z nich – chodzi tu o jedzenie na dowóz i z osobistym odbiorem z restauracji.

Jak twierdzą przedstawiciele branży gastronomicznej, łagodzenie ograniczeń w zaproponowanej przez rząd formie nie poprawi znacząco ich sytuacji. - Jednak nowe wytyczne umożliwiające prowadzenie działalności wewnątrz lokalu, w stosunku to pierwotnych założeń mówiących tylko o ogródkach, są krokiem w dobrym kierunku – mówi XXX z DNB Bank Polska. Na właścicieli czeka wiele niewiadomych, ale powolny powrót do normalności to jedyny sposób na utrzymanie biznesu.

Dostosowanie lokalu do nowych wymogów będzie generować dodatkowe koszty. Nadal pozostaną takie problemy jak rosnące ceny produktów  – zwyżka może sięgnąć 5-10 proc.– Nawet pomimo odmrożenia, wiele lokali może nie przetrwać najbliższych miesięcy. O prawdziwym powrocie do normalności i osiągnięciu rentowności będzie można mówić, gdy restauracje i bary będą obsługiwać standardową liczbę klientów. Na ten moment prawdopodobnie nie osiągnie ona nawet połowy wcześniejszego stanu, tym bardziej, że wiele restauracji planuje otwarcie dopiero w nadchodzący weekend – tłumaczy Robert Łachut, ekspert z DNB Bank Polska.

Po częściowym otwarciu lokali gastronomicznych, nadal głównym obszarem ich działalności będzie oferowanie jedzenia na dowóz. Wielu z nich korzysta z pomocy takich platform jak Uber Eats, Wolt czy Glovo. – Można się zastanawiać, czy rzeczywiście jest to pomoc. Z jednej strony, restauracja nie musi zatrudniać własnego kierowcy. Z drugiej, dostawcy narzucają na przedsiębiorców prowizje w wysokości nawet 30 proc. plus VAT. Pojawiły się nawet postulaty, by tą kwestią zajął się UOKiK – mówi Robert Łachut.

Tarcza Antykryzysowa nie wystarczy

Pierwotna wersja Tarczy Antykryzysowej nie zaspokoiła oczekiwań właścicieli biznesów. Z danych Stowarzyszenia „Przyszłość dla Gastronomii” wynika, że aż 80 proc. z nich wskazało, że zawarte w Tarczy zapisy są niewystarczające. Co piąty poszedł o krok dalej i stwierdził, że rządowa propozycja w ogóle go nie dotyczy. - Zawieszenie działalności nie oznacza zniesienia wydatków. Przedsiębiorcy nadal muszą ponosić koszty wynajmu i utrzymania lokalu. W obecnej sytuacji ogromnym obciążeniem są również pensje pracowników. To powód, dla którego doszło w tej branży do wielu zwolnień – mówi Robert Łachut z DNB Bank Polska – Odmrożenie działalności gastronomicznej być może nie zatrzyma tego procesu, ale może go spowolnić – dodaje ekspert.

Większe nadzieje wiążą się z Tarczą Antykryzysową 2.0. – Ze zwolnienia ze składek ZUS skorzystać mogą przedsiębiorcy zatrudniający do 49 pracowników. Firmy zatrudniające od 10 do 49 pracowników otrzymają ulgę w wysokości 50 proc. składek na ubezpieczenie społeczne za każdego z nich – mówi Robert Łachut – To realna pomoc, która przynajmniej części lokali pomoże przetrwać nadchodzące miesiące i utrzymać miejsca pracy – dodaje ekspert.

Niektóre restauracje otrzymały również pomoc od miast, które zaoferowały najemcom obniżkę czynszów. Oferty różniły się w zależności od jednostki samorządu terytorialnego, ale w najlepszym wypadku koszty utrzymania spadły nawet o 90 proc. – Pozostaje pytanie, czy w związku z częściowym odmrożeniem w branży gastronomicznej, ta pomoc będzie utrzymana – mówi Robert Łachut.

Nowe formy działania

Wiele restauracji zdecydowało się wziąć udział w inicjatywach #PosiłekdlaLekarza i #WzywamyPosiłki. Do 14 kwietnia br. pieniądze za udział w akcji otrzymało 269 restauracji na łączną kwotę blisko 180 tys. złotych. Całość zebranej kwoty została przekazana restauracjom proporcjonalnie. Do 2,5 proc. środków może zostać przeznaczonych na koszty obsługi administracyjnej (księgowość, rozliczenia) i promocji akcji. Dla restauracji to sposób na częściowe pokrycie kosztów i promocję, ale również działanie w duchu społecznej odpowiedzialności. Klienci chętniej będą odwiedzać miejsce, które podtrzymało służbę zdrowia.

Zamknięcie lokali gastronomicznych spowodowało również, że właściciele musieli zwrócić się do swoich stałych bywalców. – Trend ten utrzymywać się będzie również po otwarciu restauracji i barów. Z obawy przed zarażaniem Polacy nie ruszą masowo do lokali gastronomicznych. Dlatego ważna będzie społeczna mobilizacja i wsparcie inne niż wizyta w restauracji – mówi Robert Łachut – Mowa przede wszystkim o popularnym sposobie sprzedaży voucherów z przyszłą datą realizacji.– dodaje ekspert. Dla właścicieli to szansa na utrzymanie płynności finansowej.

Print