Co łączy Wielkiego Brata i Alixa Pereza? Odpowiedź - 1984.
Tytuł najnowszego albumu Alixa Pereza może skojarzyć się niejednej osobie z książką Orwella; cóż, album nie zawiera odniesień do literatury, zawiera natomiast CD lub 3 x 12” i to właśnie ta druga wersja będzie przedmiotem poniższej recenzji.
Alix Perez to z pewnością jeden z najbardziej płodnych drum & bassowych producentów młodego pokolenia. Od 2005 roku stopniowo rozwijał skrzydła, by dzisiaj móc uraczyć nas swoim pierwszym LP o tytule „1984”. Jest to równocześnie pierwszy producencki album w wytwórni Shogun Audio, a w związku z tym, że label zdążył przyzwyczaić już do naprawdę solidnych releasów, spore oczekiwania wobec "1984" wydają się być jak najbardziej uzasadnione.
Przyznam się szczerze do tego, że uważam Alixa Pereza za producenta o dość ‘nieokreślonym’ stylu. Piszę tak, ponieważ pamiętam kawałek, którym wkroczył na scenę d’n’b w 2005 roku – mowa tu o kawałku „Dub Rock” wydanym na Horizons i widząc drogę, którą od tamtego czasu podążał odnoszę wrażenie, że w przypadku Pereza nie można mówić o ewolucji (jak sprawa ma się np. ze Spectrasoul czy Commix, którzy działają na podobnej płaszczyźnie co Perez), a raczej o próbie znalezienia swojego miejsca w szeregu. W jego dorobku słychać zarówno echa liquidu czy lżejszego jungle à la Benny Page, jak i ostatnio wyrazistego deepu, o czym można przekonać się właśnie na „1984”. Być może wstęp tego nie zapowiadał, jednak ostatecznie album uznaję za naprawdę dobry. Co prawda, słuchając poszczególnych kawałków nie da się uniknąć porównań, które nieraz przychodzą do głowy wręcz automatycznie, chociażby w przypadku „Fade Away”, które mi np. przywodzi od razu na myśl „Buried” Spectrasoul. Poza tym mam wrażenie, że nie da się nie zauważyć pewnej zależności, a mianowicie takiej, że brzmienie Pereza, które znamy dzisiaj i które słychać na tym albumie zaczęło się tak naprawdę kształtować w wyniku kolaboracji z takimi producentami jak Lynx, Switch, Zero Tolerance czy Sabre, więc z jednej strony można cieszyć się, że Perez uczył się od najlepszych w danej lidze, jednak z drugiej strony ciężko właśnie obyć się bez porównań i odniesień do wielu podobnych produkcji z obecnego okresu. Jednak kawałek „The Cut Deepens” z udziałem Foreign Beggars utrzymany w rapowej konwencji dowodzi, że Perez potrafi zaskoczyć, może niekoniecznie brzmieniem, lecz aranżacją, która tutaj faktycznie jest nietypowa zarówno dla samego producenta, jak i w kontekście tego konkretnego albumu.
Ogólnie rzecz biorąc, mamy do czynienia z albumem, którego słucha się naprawdę dobrze. Warsztat producencki na najwyższym poziomie gwarantuje podróż przez soczyste deepowe brzmienia od początku aż do końca, z okazjonalnymi skrętami w stronę akcentów wyraźnie sentymentalnych, jak to ma się w przypadku rewelacyjnego numeru „Contradictions”. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że w obliczu wielości produkcji w podobnym klimacie od producentów, którzy poszli właśnie w tego typu brzmienie de facto na długo przed Perezem album „1984” został wydany zdecydowanie za późno. Stawia go to w niekorzystnej sytuacji, która poniekąd wymusza porównania do tego, co pojawiało się na rynku wcześniej, a podobieństwa do pokrewnych releasów nie da się zignorować. Mimo to warto zapamiętać, że „1984” to przede wszystkim solidna porcja dobrej muzyki i jestem przekonany, że ci, którzy nie znają wcześniejszych produkcji Pereza mogą odebrać ten album z dużo większym entuzjazmem, niż tym zawartym w tej recenzji.
08 Paź 2009, 02:42 by asx
Komentarze (6)
Dodaj komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany. Kliknij
tutaj, aby przejść do forumularza logowania.
Ja pokusiłbym się o stwierdzenie że jest to jedno z najlepszych wydawnictw tego roku jeżeli chodzi o dnb - i w kolejce ustawiam je chyba zaraz za Rufige Cru.
Album brzmi świetnie , zarówno w panoramie jak i przestrzeni i co napewno można powiedzieć to że klika Spectrasoul , Commix , Alix Prerez i spółka do perfekcji opanowali kompresję analogowego basu , ciekawe co będzie dalej bo moim zdaniem cieplej już się nie da. Tak jak dla większości wydawnictw nie da się uciec od spostrzeżenia że panowie czerpią z muzyki minimalistycznej a w zasadzie to wracają do jej korzeni w raz z sekcja rytmiczną zbudowaną w oparciu o brzmienie 808. Tak na marginesie to bardzo podoba mi się ucieczka w minimalistyczne brzmienie sekcji rytmicznej w stylu DATA ale to już troszczkę inna historia .
Oczywiście nie jest to album ultrawybitny wyznaczający jakiś nowy standard bo oczywiście było to nie wykonalne w warunkach zasypu nowatorską muzyką z pod zanku dub i takich labeli jak 3024 czy Hyperdub. Taka sytuacja nie pozwoli już moim zdaniem w najbliższym czasie "wyskoczyć" żadnemu wydawnictwu z pod zanku dnb i z tąd tez jak rozumiem zdecydowany ukłon w stronę brzmienia jak i nieprzewidywalności sceny dubstep.
Reasumując album ten to bardzo dobrze zainwestowane 60 minut a a w zasadzie to już kilka godzin bo przesłuchałem go kilka razy i napewno będę do niego wracał. 5+ zwłaszcza że albumik ,choć nie cały, wydany na wosku ! Będzie okazja posłuchać trochę muzyki z "powietrzem'
[/list]