Renegade Hardware - Babylon LP (HWARELP03 )
Przyznam szczerze, że spodziewałem się sporych trudności przy pisaniu tej recenzji. Jednak po przesłuchaniu w całości "Babylon LP" ze stajni Renegade Hardware, która przecież zdążyła już przyzwyczaić nas wszystkich do naprawdę konkretnych pozycji typu "Armageddon" czy (z tych nowszych) "Fear No Evil", moje zadanie okazało się nad wyraz proste. Każdemu zdarza się kierować sentymentem przy ocenie muzyki, filmu czy ksiązki. Sentymentem do wytwórni, producenta, reżysera czy pisarza, którzy tak naprawdę nie mają łatwego życia, bo jeśli ustawiają sobie poprzeczkę wysoko, to muszą pamiętać, że z reguły ciężko jest dany (dobry) poziom utrzymać, a co dopiero przebić. Nielicznym co prawda się to udaje; niestety, nie jest tak w przypadku Renegade Hardware, chociaż właśnie ze względu na ten sentyment nie byłem na początku w stanie podejść obiektywnie do "Babylon LP". Jednak nie ma się co oszukiwać - ich najnowsze LP można opisać jednym słowem: nuda. Dużo dobrych pomysłów zostało zmarnowanych przez brak wyobraźni i tego czegoś, co przyciągało do releasów z RH jeszcze nie tak dawno temu.
Mówi się, że nie ma drugiej okazji, by zrobić dobre pierwsze wrażenie. Najwyraźniej nie każdy o tym słyszał. Pierwszy kawałek (Fission - "Babel") rozwija się w miarę ciekawie. Wszystko jest w porządku aż do momentu, kiedy wchodzi beat - jednostajny, monotonny i przez to właśnie spowalniający akcję całego kawałka. Ogólnie rzecz biorąc, słychać tu typowe cięższe i agresywne brzmienie produkcji Fission, ale jego potencjał producencki został tu zrealizowany w minimalnym, znikomym wręcz stopniu. To samo można powiedzieć o kolejnym utworze - "Genocide" autorstwa duetu Loxy & Munk. Znowu wieje nudą i to tak straszliwą, że tym kawałkiem można by ułożyć do snu całą grupę dzieciaków z ADHD - nie chodzi mi o Mi-kę i jej skład
Oprócz kompozycji można jeszcze przyczepić się do brzmienia tego kawałka - prawie 6 minut 'pyrczenia' i ponurego, ogłuszającego basu to stanowczo za dużo.
Jeśli ktoś woli mniej ostre oblicze nudy, to polecam w takim razie trzeci kawałek - Ink & Nolige - "Execution". Idealny środek nasenny dla Waszych babć czy dziadków - pusty, rzadki bas, snujący się jak zombie po pokładzie nudnego beatu, o brzmieniu i układzie praktycznie niczym nie różniącym się od dwóch poprzednich kawałków. Tak naprawdę, to dużo więcej nie da się o "Execution" napisać, bo jest kawałkiem o wyjątkowo ubogim wątku. Jedyne, co odróżnia go od poprzedników to wokalne wstawki tu i ówdzie, ale to zdecydowanie za mało, by uznać go za kawałek dobry. Co ciekawe, nawet starzy wyjadacze jak Teebee & Calyx czy Cause 4 Concern nie są w stanie uratować tego albumu przed sromotną (lecz w pełni zasłużoną) porażką. Przede wszystkim wydaje mi się, że na ocenę danego albumu wpływa w dużej mierze jego wyrazistość, różnorodność i niepowtarzalność - tu niestety brakuje wszystkich trzech aspektów i to niechybnie wpływa na bardzo niska ocenę. Co więcej, jestem przekonany, że za, dajmy na to, pół roku to LP nie będzie nawet pamiętane, gdzie z kolei np. wspomniany wcześniej "Armageddon" ('99!) jest do dzisiaj wymieniany jako punkt odniesienia do wielu ukazujących się obecnie produkcji. Wracając do C4C...
Tu tez niestety bez pozytywnych zaskoczeń. "Catch 22" ma może w sobie nieco więcej energii niż to, co do tej pory dane nam było wysłuchać, ale to też nie oznacza, że jest w porządku. Tak naprawdę, sprawa wygląda następująco - wiele średnich kawałków wypada jako dobre w porównaniu ze słabymi i tak jest też w tym przypadku. Kolejny raz nudnawa sekcja beatu i linia basowa, na szczęście tło juz trochę bogatsze w sample, co jednak w ostatecznym rachunku i tak daje moim zdaniem minus. Negatywnie zaskakują też Calyx & Teebee ze swoim pseudotechnoidowym "Desolate" - bardzo prosty (żeby nie powiedzieć 'prostacki') bassline w oparciu o mizerny beat. Może i słychać gdzieś tam kilka fajnych patternów, np. poziom hihatów jest dobrze sklecony, ale to po raz kolejny zbyt mało, by podnieść się z parteru.
Jedyny pozytyw, jaki udało mi się znaleźć na tej płycie to (o dziwo!) Camo & Krooked. Piszę 'o dziwo', bo słuchałem ostatnio DH003 - Krooked feat. Camo - Lost Out There i nie spodziewałem się, że robiąc takie kiepskie kawałki można robić też takie, jak "Sacrilege", który na tle całego Babylon LP wypada naprawdę świetnie. Jest przede wszystkim energiczny i dynamiczny, może niespecjalnie oryginalny, ale to i tak da się wybaczyć, szczególnie jeśli ma się na uwadze całokształt Babylon LP.
Po ubogich przystawkach i ledwo zaspakajającym część głodu daniu głównym przyjdzie nam jeszcze zmierzyć się z deserem w postaci sieczki zafundowanej przez trio - Gremlinz & Mainfest feat. Verb. Deser ów nosi tytuł "Lion of Babylon" i może nie jest to jakaś bezmyślna łupanka, ale gdybym był lwem, to nie chciałbym, żeby moim gatunkiem nazywano takie kawałki - trochę to uwłaczające
Mówiąc serio, nie jest aż tak źle. Jest nawet całkiem szybko, mocno i "do przodu", ale za bardzo przewidywalnie i - znowu - nudno. Zapętlone 2 czy 3 patterny przez 6 i pół minuty to niezbyt fajne rozwiązanie. Gdyby chociaż linia basowa była głębsza i dłuższa a beat tłustszy... Niestety, nic z tego
Całość dania należy czymś popić, najlepiej czymś, co pomoże nam strawić całość potrawy. Nie wydaje mi się jednak, żeby "Plague VIP" nadawało się do tego celu. Rozumiem, że jest to próba odświeżenia klasyku, bardzo popularnego swego czasu. Czy się udało? Ciężko powiedzieć, bo gdyby wydać "Plague VIP" jako osobny release, to może jeszcze cos by z tego było (chociaż dużo zależałoby też od strony B) a tak, w zestawieniu z - bądźmy szczerzy - słabymi trackami nie należy spodziewać się jakiegoś większego zachwytu. Zresztą wydaje mi się, że utwór "Plague" przeżył już swoje dni świetności i chyba to samo można niestety powiedzieć o samym Renegade
Hardware...
Szczerze życzę RH powrotu do formy, ale jeśli to nie nastąpi, to, parafrazując, "Wydawać, czy nie wydawać - oto jest pytanie", życzę chociaż tego, żeby szczerze zastanowili się nad tym pytaniem przy okazji przymiarek do wydania kolejnego albumu.
12 Sie 2008, 15:12 by asx
Komentarze (20)
Dodaj komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany. Kliknij
tutaj, aby przejść do forumularza logowania.
Zdecydowanie za długi tekst, który usparwiedliwić może jedynie szczera chęć opisu każdego z utworów.
Przyznam szczerze co do albumu, że jest mega nudą, zresztą zaobserwowłam od dłuższego czasu spadek dobrej selekcji wydawanej przez RH. Od jakiegoś czasu Clayton wyraźnie zatracił "sprawne ucho selekcji"..być może nie znalazł właściwego zastępcy po Chrisie Renegade'dzie.
Moim osobistym zdaniem, Desolate (pomimo swojej prostoty) jest dźwignią całego albumu..i jestem przekonana, ze fantastycznie sprawdzi się na drum'n'bassowych parkietach.